• Wyszukiwanie zaawansowane
  • Kategorie
  • Kategorie BISAC
  • Książki na zamówienie
  • Promocje
  • Granty
  • Książka na prezent
  • Opinie
  • Pomoc
  • Załóż konto
  • Zaloguj się

Kurier na równiku » książka

zaloguj się | załóż konto
Logo Krainaksiazek.pl

koszyk

konto

szukaj
topmenu
Księgarnia internetowa
Szukaj
Książki na zamówienie
Promocje
Granty
Książka na prezent
Moje konto
Pomoc
 
 
Wyszukiwanie zaawansowane
Pusty koszyk
Bezpłatna dostawa dla zamówień powyżej 40 złBezpłatna dostawa dla zamówień powyżej 40 zł

Kategorie główne

• Nauka
 [3084821]
• Literatura piękna
 [1818531]

  więcej...
• Turystyka
 [52640]
• Informatyka
 [156433]
• Komiksy
 [36751]
• Encyklopedie
 [23178]
• Dziecięca
 [613236]
• Hobby
 [105326]
• AudioBooki
 [1727]
• Literatura faktu
 [194989]
• Muzyka CD
 [350]
• Słowniki
 [3001]
• Inne
 [441634]
• Kalendarze
 [606]
• Podręczniki
 [166391]
• Poradniki
 [423402]
• Religia
 [510371]
• Czasopisma
 [517]
• Sport
 [61219]
• Sztuka
 [248722]
• CD, DVD, Video
 [3436]
• Technologie
 [230487]
• Zdrowie
 [98718]
• Książkowe Klimaty
 [124]
• Zabawki
 [2526]
• Puzzle, gry
 [3722]
• Literatura w języku ukraińskim
 [258]
• Art. papiernicze i szkolne
 [7792]
Kategorie szczegółowe BISAC

Kurier na równiku

ISBN-13: 9788396282811 / Polski / miękka ze skrzydełkami / 338 str.

STPICZYŃSKI ALEKSANDER
Kurier na równiku STPICZYŃSKI ALEKSANDER 9788396282811 VBM - książkaWidoczna okładka, to zdjęcie poglądowe, a rzeczywista szata graficzna może różnić się od prezentowanej.

Kurier na równiku

ISBN-13: 9788396282811 / Polski / miękka ze skrzydełkami / 338 str.

STPICZYŃSKI ALEKSANDER
cena 75,00
(netto: 71,43 VAT:  5%)

Najniższa cena z 30 dni: 75,00
Termin realizacji zamówienia:
ok. 1-3 dni roboczych.

Darmowa dostawa!

ALEKSANDER STPICZYŃSKI (1898-1987)Major kawalerii Wojska Polskiego, kawaler Orderu Virtuti Militari, oficer wywiadu i kurier Związku Walki Zbrojnej i Armii Krajowej, cichociemny, więzień obozów koncentracyjnych, dziennikarz, przedsiębiorca. Po wojnie wyemigrował wraz z rodziną do Ekwadoru, gdzie miał m.in. plantację, wytwórnię zabawek, bar. W 1974 r. powrócił na stałe do Polski, zamieszkał w Warszawie. Niniejszy zbiór zawiera wszystkie jego wspomnienia („Wbrew wyrokowi losu” oraz nigdy niepublikowane dzienniki ekwadorskie) i opowiadania.Fragment opowiadania „Trzęsienie ziemi”.„5 sierpnia koło drugiej po południu stoję przed domem i przyglądam się ostatnim po ulewnym deszczu umykającym chmurom na wąskim pasku nieba widocznego wśród potężnych, zamykających ze wszystkich stron horyzont, gór. Nagle dzieje się coś niezrozumiałego. Nogi zaczynają się gwałtownie chwiać, tak że z trudem utrzymuję równowagę, cały dom porusza się krótkimi rzutami w różnych kierunkach. Równocześnie gdzieś z oddali biegnie i zbliża się potężny głuchy grzmot. Dookoła z wysokich brzegów kanionu walą się w dół ogromne zwały skał, pociągając za sobą drzewa i całe masy ziemi. Wśród nagłego mroku, powstałego przez chmurę walącej się ziemi, widzę wybiegające z chwiejącego się domu sylwetki żony i syna. Przerażone psy przypadają mi do nóg ze strachliwym skowytem. Uciekać! Maleńki skrawek płaskiego terenu, na którym stoi dom i kilka niewielkich budowli gospodarczych, nie daje żadnej ochrony. Zewsząd wokoło spadają skały, głazy, drzewa… Jesteśmy na dnie wąwozu, z którego nie ma wyjścia, którego ściany zamkną się za chwilę nad nami, grzebiąc nas pod sobą. Uciekać nie ma gdzie. Zbiegamy kilkadziesiąt kroków do brzegu Pastazy, szczęśliwie mijając padające z góry głazy – i nagle świat zamiera w bezruchu. Wiemy już, że to trzęsienie ziemi, choć przeżywamy to pierwszy raz w życiu. Uczucie, z którym nic porównać się nie może. Traci się punkt oparcia – ziemię, którą od dzieciństwa zwykło się uważać za niewzruszoną ostoję. Przez chwilę boję się odwrócić i spojrzeć na dom, lecz, o dziwo, dom stoi. Trochę tylko pochylony. Dostatecznie zemocjonowani wracamy ze skalistego brzegu. Psy z podwiniętymi ogonami groźnie szczerzą zęby w niebo, najmłodszy ulubieniec Toro, ze zjeżoną sierścią obszczekuje złowrogie głazy. Zaczynam zdawać sobie sprawę, że jeśli naokoło waliły się góry, to i nasza skalista ścieżka do traktu, pnąca się prawie pionowo do góry przez dwa kilometry, jedyna droga łącząca nas ze światem, może już nie istnieje. A więc jesteśmy tu uwięzieni aż do czasu kiedy wyrąbiemy sobie nowe wyjście na świat. A jest nas tylko troje. Na tych rozmyślaniach mija pół godziny i nagle przychodzi drugi wstrząs, jeszcze silniejszy. Zbiegamy znowu do Pastazy i znowu szczęśliwie omijamy spadające śmiercionośne pociski. Dom i tym razem stoi, spadają tylko do rzeki resztki zaczynającej się budować niedużej elektrowni. Bambusowa kanalizacja doprowadzająca wodę do kuchni tworzy chaotyczną piramidę potrzaskanych i sterczących we wszystkich kierunkach zygzaków, jak poucinane ramiona potępieńców w gestach rozpaczy. Moje maszyny, które z takim nakładem trudów i kosztów wiozłem tu tysiące kilometrów z Anglii, tłuką się gdzieś na głazach i wirach Pastazy, niesione przez szalony prąd czarnej rzeki do Amazonki. Taki to ten spokojny kraj, do którego przybyłem, by się nic już nie działo.”

ALEKSANDER STPICZYŃSKI (1898-1987)Major kawalerii Wojska Polskiego, kawaler Orderu Virtuti Militari, oficer wywiadu i kurier Związku Walki Zbrojnej i Armii Krajowej, cichociemny, więzień obozów koncentracyjnych, dziennikarz, przedsiębiorca. Po wojnie wyemigrował wraz z rodziną do Ekwadoru, gdzie miał m.in. plantację, wytwórnię zabawek, bar. W 1974 r. powrócił na stałe do Polski, zamieszkał w Warszawie. Niniejszy zbiór zawiera wszystkie jego wspomnienia („Wbrew wyrokowi losu” oraz nigdy niepublikowane dzienniki ekwadorskie) i opowiadania.Fragment opowiadania „Trzęsienie ziemi”.„5 sierpnia koło drugiej po południu stoję przed domem i przyglądam się ostatnim po ulewnym deszczu umykającym chmurom na wąskim pasku nieba widocznego wśród potężnych, zamykających ze wszystkich stron horyzont, gór. Nagle dzieje się coś niezrozumiałego. Nogi zaczynają się gwałtownie chwiać, tak że z trudem utrzymuję równowagę, cały dom porusza się krótkimi rzutami w różnych kierunkach. Równocześnie gdzieś z oddali biegnie i zbliża się potężny głuchy grzmot. Dookoła z wysokich brzegów kanionu walą się w dół ogromne zwały skał, pociągając za sobą drzewa i całe masy ziemi. Wśród nagłego mroku, powstałego przez chmurę walącej się ziemi, widzę wybiegające z chwiejącego się domu sylwetki żony i syna. Przerażone psy przypadają mi do nóg ze strachliwym skowytem. Uciekać! Maleńki skrawek płaskiego terenu, na którym stoi dom i kilka niewielkich budowli gospodarczych, nie daje żadnej ochrony. Zewsząd wokoło spadają skały, głazy, drzewa… Jesteśmy na dnie wąwozu, z którego nie ma wyjścia, którego ściany zamkną się za chwilę nad nami, grzebiąc nas pod sobą. Uciekać nie ma gdzie. Zbiegamy kilkadziesiąt kroków do brzegu Pastazy, szczęśliwie mijając padające z góry głazy – i nagle świat zamiera w bezruchu. Wiemy już, że to trzęsienie ziemi, choć przeżywamy to pierwszy raz w życiu. Uczucie, z którym nic porównać się nie może. Traci się punkt oparcia – ziemię, którą od dzieciństwa zwykło się uważać za niewzruszoną ostoję. Przez chwilę boję się odwrócić i spojrzeć na dom, lecz, o dziwo, dom stoi. Trochę tylko pochylony. Dostatecznie zemocjonowani wracamy ze skalistego brzegu. Psy z podwiniętymi ogonami groźnie szczerzą zęby w niebo, najmłodszy ulubieniec Toro, ze zjeżoną sierścią obszczekuje złowrogie głazy. Zaczynam zdawać sobie sprawę, że jeśli naokoło waliły się góry, to i nasza skalista ścieżka do traktu, pnąca się prawie pionowo do góry przez dwa kilometry, jedyna droga łącząca nas ze światem, może już nie istnieje. A więc jesteśmy tu uwięzieni aż do czasu kiedy wyrąbiemy sobie nowe wyjście na świat. A jest nas tylko troje. Na tych rozmyślaniach mija pół godziny i nagle przychodzi drugi wstrząs, jeszcze silniejszy. Zbiegamy znowu do Pastazy i znowu szczęśliwie omijamy spadające śmiercionośne pociski. Dom i tym razem stoi, spadają tylko do rzeki resztki zaczynającej się budować niedużej elektrowni. Bambusowa kanalizacja doprowadzająca wodę do kuchni tworzy chaotyczną piramidę potrzaskanych i sterczących we wszystkich kierunkach zygzaków, jak poucinane ramiona potępieńców w gestach rozpaczy. Moje maszyny, które z takim nakładem trudów i kosztów wiozłem tu tysiące kilometrów z Anglii, tłuką się gdzieś na głazach i wirach Pastazy, niesione przez szalony prąd czarnej rzeki do Amazonki. Taki to ten spokojny kraj, do którego przybyłem, by się nic już nie działo.”

Kategorie:
Literatura piękna
Wydawca:
VBM
Język:
Polski
ISBN-13:
9788396282811
Ilość stron:
338
Wymiary:
14.9 x 21.1 x 2.4
Oprawa:
miękka ze skrzydełkami


Udostępnij

Facebook - konto krainaksiazek.pl



Opinie o Krainaksiazek.pl na Opineo.pl

Partner Mybenefit

Krainaksiazek.pl w programie rzetelna firma Krainaksiaze.pl - płatności przez paypal

Czytaj nas na:

Facebook - krainaksiazek.pl
  • książki na zamówienie
  • granty
  • książka na prezent
  • kontakt
  • pomoc
  • opinie
  • regulamin
  • polityka prywatności

Zobacz:

  • Księgarnia czeska

  • Wydawnictwo Książkowe Klimaty

1997-2026 DolnySlask.com Agencja Internetowa

© 1997-2022 krainaksiazek.pl
     
KONTAKT | REGULAMIN | POLITYKA PRYWATNOŚCI | USTAWIENIA PRYWATNOŚCI
Zobacz: Księgarnia Czeska | Wydawnictwo Książkowe Klimaty | Mapa strony | Lista autorów
KrainaKsiazek.PL - Księgarnia Internetowa
Polityka prywatnosci - link
Krainaksiazek.pl - płatnośc Przelewy24
Przechowalnia Przechowalnia