To są prawdziwie greckie wakacje. W lipcu kilka dni na Krecie, a teraz wyjazd na Cyklady...
Dzień 1 i 2
Wylot był z Krakowa, ale samolot o północy to jednak masakra, zwłaszcza dla młodych. Dolecieliśmy o 3 nad ranem, a prom był dopiero po 17, bo wcześniejszy nie był za 10 euro.
Przespaliśmy się na lotnisku w hali przylotów, nikt nas nie gonił, w koncu AIA dostało złotą poduszkę parę lat temu. Szczęśliwie od tej 3 do 7 prawie nic nie lądowalo,
więc nie przewalały się tłumy odbierające walizki. Jakoś daliśmy radę, chyba nawet przez chwilę spałem. Żeby było śmieszniej, koleżance, która z nami jest zaginął bagaż w postaci parasola plażowego (znaczy - po prostu nie doleciał).
Razem z panem w baggage claim pękaliśmy ze śmiechu przy pisaniu protokołu. Ale jak się nie znajdzie to odszkodowanie jest do 1200 euro, więc to chyba najlepiej zainwestowane 20 zł.
Potem przenieśliśmy sie na sale odlotów, żeby zapić jakimiś kawami i w tamtejszym makdonaldzie jest po euraku cappuccino z ekspresu, bardzo smaczne, polecam.
Oczywiście, wizyta a sali wykopaliskowej i czas sobie leci. No, w końcu pojechaliśmy x96 do Pireusu, odebraliśmy nasze bilety, zostawiliśmy toboły w przechowalni i podjechalismy
parę przystanków tramwajem na jakąś plażę. Plaża była bardzo taka sobie, ale było morze... Tego było trzeba. Pani z Blue Star powiedziała, żeby na prom przyjść o 16, więc tak zrobiliśmy.
I dobrze, bo potem zwalił się na deck tłum i normalnie ludzie stali jak w kiepskim PKSie.
Jak przypłynęliśmy to już było ciemno, wiec szybko do hotelu. Dzieci padły spać, my zaraz po nich.
Hotel się nazywa Fragoulis Village i jest bardzo przyjemny, ma basen i śliczne widoki na morze, na Antiparos i port w Parikii.
Trochę tylko jest położony w sporej odległości od plaż i cywilizacji. Najbliższy sklep jest jakieś 2-3 km, aczkolwiek w odległości kilkuset metrów był rolnik sprzedający
swoje pomidory, kartofle, sałaty, ogórki...
Rano - autobusem do supermarketu w Parikii po wielkie zakupy. Były takie wielkie, że poprosiłem o karton. Wrzucone do kartonu ważyły chyba ze 30 kilo.
Głównie ważyła woda, bo w hotelu w kranie jest paskudna, pewnie odsalana morska. Zostawiłem karton w sklepie, skoczyłem do portu po taxi. Kurs do hotelu - 11 euro. Ujdzie.
Dzień 3 i 4
Ten brak sklepu w okolicy to poważny minus, rano czekał mnie kurs do miasta po chleb i wino, które się niespodziewanie szybko skończyło.
Czekając na autobus machnąłem ręką i o dziwo, bardzo szybko ktoś się zatrzymał. Trochę się zdziwiłem, że ktoś zabrał prawie 40-latka, ale ok.
Warunki przejazd były ciężkie, bo gościu wiózł jakieś doniczki z figami i w zasadzie nie siedziałem tylko kucałem na siedzeniu, ale "better than none".
Powrót też stopem, znaczy - sposób działa. Generalnie się nigdzie nie ruszaliśmy, cały czas odsypiamy noc przelotową, a z drugiej strony fajny basen i zapas puszek z Mythosem i Fixem póki co nie zmusza do wyjścia poza "teren ośrodka".
Ale po południu udaliśmy się na najbliższą plażę - Parasporos (10 minut na piechotę). Plaża - ujdzie. Może po Naxos mam zbyt wygórowane wyobrażenia. Od wczoraj potwornie wieje. Czy w sierpniu zawsze wieje?
Normalnie łeb urywa momentami. Fale jak na Bałtyku. W morzu pływać się nie da, tylko skakać na falach.
Aha - w okolicy masa domów do sprzedaży - głównie nowe, budowane przez deweloperów. Niektóre z basenami.
W końcu kolejnego dnia trochę ucichło, więc wybraliśmy się do drugiej plaży w pobliżu - Agia Irini (20 minut na piechotę). Zdecydowanie ładniejsza od Parasparos.
W zasadzie to są dwie piaszczyste zatoczki oddzielone 300 metrami skał (ale z poprowadzoną ścieżką). Wreszcie się dało popływać.
I piękne widoki na Antiparos, skalistą wysepkę z kapliczką na szczycie, fajna tawerna z rybami ponoć złowionymi chwilę wcześniej.