Hotel Niriis - Frangokastello - Aradena - Anopoli - Glikanera - Hora Sfakia - Hotel Niriis
Autem - ok. 200 km
Tym razem było krócej na lądzie, ale za to więcej w wodzie. Najpierw pojechalem do Frangokastello. Generalnie zgadzam się z tymi wszystkimi, którzy mowią, że to takie sobie.
Ale dla samego widoku twierdzy z morza wypada tam sie zjawić. Plaża prawie pusta, pływałem sobie godzinkę oglądając rybki pod wodą i twierdzę nad wodą.
Potem pojechałem do Aradeny. Trasa - cudo. Zakręty za zakrętami. Szacun dla budowniczych. A w koncu most. Z oddali wygląda jak decha rzucona nad wąwozem.
Z bliska się potwierdza, tylko desek jest dużo. Przejeżdżając czułem się jak Indiana Jones na moście sznurkowym. Na szczęście ten wytrzymal, ale dźwięk podskakujacych desek pod kołami jest niezapomniany.
Wracając - lunch w Anopoli w "rynku". Bardzo smaczne souvlaki.
Właściciel hotelu polecił mi w okolicy fajne miejsce. Plaża o nazwie Glikanera (czasem pisana Glyka Nera), która słynie z tego, że jest tam źródełko ze słodka woda.
Do plaży mozna dojść od jednego z zakrętasów, jest tabliczka (do "sweet water beach") i zwykle kilka aut. Do plaży idzie się górską ścieżką, trochę po kamieniach, trochę po skałach, ale trasa jest dość łatwa
(aczkolwiek nie na klapki), ja w dół szedłem paręnaście minut, w góre może 20. Dotarłem, a tu się okazuje, że większość towarzystwa to nudyści. No cóż, kąpielowki w dół i do wody. Polecam, zupełnie inna jakość pływania.
Godzinka w wodzie i powrót. Jak juz wróciłem do hotelu, to postanowiłem odwiedzić jeszcze plażę w Stavros, ale był taki korek w strone Chanii, że w końcu wylądowałem na najbliższej hotelowi.
Na kolację cudo - golonka z jagniątka, w życiu czegoś tak dobrego nie jadłem...