![]() |
Część IX - wracamy15.07 Jedziemy autem na Milos Airport. Auto zostawiamy na parkingu, kluczyki w kieszeni drzwi. W wypożyczalni powiedzieli, że po niego sami przyjadą jak będą mieć czas. Pierwszy raz startujemy z lokalnego portu greckiego. Robi wrażenie. Terminal to barak podzielony na 2 części. W pierwszej jest odprawa bagażowa. Każdy pasażer musi sam włożyć walizkę do urządzenia RTG, na szczęście do samolotu już zawozi obsługa. Samolot miał odlecieć o 11, ale ponoć nigdy jeszcze nie odleciał punktualnie. Parę minut po 11 powiedzieli, że coś samolot jest "expected" ale nie usłyszeliśmy dokładnie. Tak, czy inaczej, na nikim to nie zrobiło wrażenia. Po pół godziny przeszliśmy na salę odlotów, po kontroli bagażu podręcznego. Kontrola trwała dość długo, ponieważ jeden z pasażerów przewoził w podręcznym szlifierkę i negocjował możliwość przewiezienia jej w bagażu podręcznym. W końcu mu się udało (!). A samolotu jak nie było tak nie było. W końcu przyleciał po 12, wyszliśmy na zewnątrz, kilkadziesiąt metrów po trawie i jesteśmy na pasie startowym (kilkaset metrów wylanego betonu).
Samolot (znaczy - samolocik, takie coś na 30 osób) obsługiwany jest przez 2 osoby: pilota i stewardessę. Razem pomagają pakować bagaże do luku, potem szybko instrukcja
obsługi w razie wodowania i biegiem po wózek z kateringiem, bo lot trwa tylko 20 minut. Bo to nie żadne cheap fly, tylko normalny lot Olympic Airlines,
więc się kawa z ciastkiem należy. Ledwo Pani obróciła z kateringiem, pozbierała śmieci to już było lądowanie... Nawigacja:
|
![]() |